Historia zaczęła się w lesie niedaleko obozowiska klanu Forsaken Heroes.
Byliśmy rozbici na wzgórzu, dookoła otaczały nas niezmierzone okolice Tristram, każdy z nas doskonalił swe umiejętności bojowe. Ja postanowiłem oddalić się od moich towarzyszy i rozpocząć intensywny trening na własną rękę. Zabrałem cały ekwipunek jaki przydzielono mi ze zbrojowni klanowej i mozolnym jeszcze krokiem ruszyłem ku katedrze w Tristram. Napotkałem tam wojownika który swym ogromnym mieczem powalał dzikie bestie cios za ciosem, podobało mi się to, spytałem czy mogę się do niego przyłączyć, on zgodził się i rozpoczęliśmy wspólną mordownię.
Trwało to mniej więcej godzinę, po czym zaczęliśmy tłuc się wzajemnie. Nie był mi godnym rywalem, ponieważ siła jego stali nie dorównywała sile mojej magii. Stwierdził, że musi popracować nad sobą jeszcze przez jakiś czas, a ja zadowolony z siebie ruszyłem w głąb katedry. Pojedynczymi strzałami miażdżyłem czaszki bezdusznych bestii, aż w pewnym momencie zobaczyłem jaśniejącą łunę, pod która nawet najsilniejsze stwory padały jak muchy. Podszedłem zaciekawiony bliżej, aby zobaczyć co je tak razi i nagle oczom moim objawił się potężny mag w czerwono lśniącej zbroi. W ręku miał laskę która zakończona była jakimś dziwnym krzyżem, spojrzał na mnie swoim chłodnym powalającym wzrokiem, aż ciarki przeszły mnie po całym ciele. Stwierdziłem że jeżeli jest wrogo nastawiony to nawet cały klan nie pomógł by mi wyjść z tej sytuacji. Energia którą wyczuwałem od niego była tak silna, że stwory w promieniu 100 metrów starały się go omijać. Jednym ruchem pojawił się koło mnie, wskazał na mój strój, uśmiechnął się pod nosem i zapytał:
- Chcesz spróbować swoich sił miernoto ?
Wiedziałem że nie mam z nim szans, ale moja duma i honor nie pozwalały mi na taką zniewagę odpowiedziałem więc:
- Uważaj na słowa! Kto mieczem wojuje od miecza ginie...
On zaśmiał się pod nosem, więc walczmy powiedział i zaczęło się coś o czym nie miałem zielonego pojęcia, coś czego nigdy wcześniej nie widziałem. Poruszał się tak szybko, że ledwo wzrokiem mogłem za nim nadążyć, nie mówiąc już o trafianiu.
Oberwałem wtedy i to ostro, okazało się że jest to członek Gildii Dream Masters, byli to wyspecjalizowani w zabijaniu magowie których siła była tak potężna, że wrota Tristram drżały przed ich mocą.
Powiedział wtedy że mam warunki aby być dobrym magiem, powinienem jedynie popracować nad stylem, zmienić ubranie i doskonalić zdolności bojowe. Jego mądre słowa dały mi do myślenia poprosiłem czy nie pokazał by mi kilku sztuczek którymi mógł bym pochwalić się w klanie. On zgodził się i udzielił mi lekcji. To był trening nr 1, tak to nazwał po czym zniknął w oddali.
Byłem po prostu podniecony całą tą sytuacją, szybkimi ruchami których nauczyłem się od niego przemieszczałem się w kierunku naszego obozowiska, gdzie trenowała reszta Braci FH.
Zadowolony podszedłem do Mistrza pierwszej armii, która zajmowała się ochroną szefostwa klanu i brała udział w wojnach. Zapytałem czy nie zechciał by spróbować swoich sił ze mną, on z uśmiechem na twarzy, bo wiedział że nie jestem dla niego godnym rywalem zgodził się.
Zaczęła się walka korzystałem ze sztuczek, które pokazał mi nieznajomy.
Haldurin - bo tak zwał się Mistrz owej armii, został pokonany przez zwykłego rekruta, który jeszcze nie tak dawno dostawał od niego cięgi. Wszyscy doznali szoku. Szefowie klanu oboje ze mną walczyli, lecz nie byłem na tyle dobry żeby dać sobie z nimi radę.
Wizard i Warlock pochwalili mnie i nagrodzili rangą szefa trzeciej, składającej się w większości z rekrutów armii. Miała ona być swojego rodzaju rezerwą, która była wykorzystywana do utrzymywania porządku w klanie.
Zadowolony drugiego dnia ruszyłem z powrotem w to samo miejsce, gdzie spotkałem nieznajomego maga. Nie myliłem się, znalazłem go, zabijał potwory jeden po drugim, kiedy mnie zobaczył zapytał:
- Przyszedłeś na drugą lekcję?
- Tak, odpowiedziałem z uśmiechem i zaczęliśmy intensywnie ćwiczyć. Moje umiejętności z dnia na dzień zaskakiwały go coraz bardziej rosłem w siłę w takim tempie, że niekiedy dorównywałem mu szybkością jednak on był starym "lisem" którego nie dało się zagiąć.
W bardzo krótkim czasie zaprzyjaźniliśmy się. Nazywał się Bruno, a o jego wyczynach było słychać na całym kontynencie, który był swojego rodzaju domem dla różnej maści wojowników, magów i łuczniczek. Doskonalili oni tam swoje umiejętności bojowe i jeden po drugim dołączali do coraz to różnych klanów.
Forsaken Heroes przeżyło dramat związany z rozpadem klanu, Bracia podzielili się i rozeszli na wszystkie strony kontynentu. Zostałem sam, miałem na sobie wspaniałe szaty, które dal mi przyjaciel i umiejętności których nauczył mnie Brunon. Kiedy ponownie spotkałem go na treningu, opowiedziałem mu całą historię. Nie pozwolił mi się załamać, ponieważ miał w zanadrzu jakiś niecny plan, którego jeszcze nie chciał mi zdradzić. Powiedział jedynie że, kiedy wyrobię się na wspaniałego maga stworzymy razem coś, co zostanie zapamiętane na zawsze, coś z czym będzie musiał liczyć się każdy śmiertelnik.
Podbudowały mnie te słowa ogromnie i podwoiłem swoje wysiłki, zacząłem walczyć równie dobrze jak on sam i wtedy właśnie nadszedł ten dzień, dzień w którym zadrżało Tristram, wiał wiatr i szalały pioruny, wtedy dwóch samotnych jeźdźców połączyło swe jakże potężne siły, zawarli pakt podpisany braterską krwią, który miał jednoczyć ludy wszystkich nacji, wspaniałych wojowników, potężnych magów i niepokonane łuczniczki. Tak właśnie powstało Storm Riders klan, którego nikt nigdy nie pokonał i nigdy nie pokona, ponieważ Bracia zjednoczeni w nim stanowią wielką siłę której nie da się przezwyciężyć!
spisał: Shade

Webmasters: Aragorth and Shade
Copyright © 2003 Storm Riders. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie kodu HTML i grafiki zabronione. Strona kodowana w standardzie: Windows-1250. Zalecana roździelczość 1024x768.
|